Plan treningowy mam już prawie za sobą. 16 tygodni minęło bardzo szybko, niestety nie tak intensywnie przepracowane, jak było w planie. Trochę niechęci i braku motywacji, nieco przeziębień i innych dolegliwości. Ale i tak wyszło jak dotąd ponad 300 km.
W niedzielę z okazji ostatniego długiego wybiegania zmieniłem nawierzchnię na leśną i pociłem się dzielnie w otoczeniu pierwszych oznak wiosny. Okoliczności przyrody bardzo miłe, ale z treningiem już nieco gorzej. Wysokie tętno, praktycznie przez cały czas powyżej 170 nie napawało mnie optymizmem, tempo też wyszło sporo wolniejsze od zaplanowanego 5:37. No ale grunt, że dystans zaliczony, chociaż z jednym momentem zwątpienia. Do tego nieco ociężały poniedziałek.
Do dzisiaj ze zmęczenia nie został już nawet ślad. Dzisiejszy jogging tradycyjnie był nieco szybszy niż w planie, ale tym razem z pełną premedytacją. Chyba było mi to dzisiaj potrzebne. Do tego bezchmurne niebo i pierwsza wiosenna pełnia księżyca. Fajnie…

Na dzisiaj to tyle, trzeba trochę pospać.