fbpx
Jak fajnie jest pojechać rowerem do pracy… 

Jak fajnie jest pojechać rowerem do pracy… 

Niby mała rzecz a cieszy. Pierwszy raz w tym roku miałem okazję pojechać rowerem do pracy. Królewna z Mamą miały dzisiaj zaplanowane badania, więc zostawiłem im samochód i zamontowawszy bagażnik oraz przytroczywszy zdecydowanie zbyt ciężką sakwę ruszyłem w drogę.

Do roboty… pod górkę i pod wiatr.

Do roboty - pod górkę i pod wiatr
Postanowiłem przetrzeć nieco inną trasę, z reguły jeżdżę nią do domu. Praktycznie najkrótsza z możliwych, ale przez dużą część dystansu mniej lub bardziej pod górkę. Do tego wiatr dokładnie w twarz. Nie podkręcałem specjalnie tempa, żeby nie wymagać reanimacji i prysznica przed wejściem do biura. Co prawda część podjazdów zrobiłem z blatu, ale jakoś nie spowodowały specjalnej zadyszki. Na jednym bardziej stromym kawałku nawet zrobiłem segment na Stravie. Oczywiście do KOM na nim mam dość daleko, więc jest nad czym pracować. W sumie całkiem fajnie się jechało. Poranny chłodek, tempo znośne, plecy suche, mogłem się szybko przebrać i zabrać do pracy. Ale dodatkowe kilogramy wynikające z sakwy, zawierającej laptopa i biurowe drobiazgi schowane w plecaku, ubranie na zmianę, ręcznik, drugie śniadanie i U-locka, wiszącej na bagażniku z prawej strony sprawiały, że mój rower mógł dzisiaj ważyć około 20 kg. Dodatkowy trening dla nóg…

Do domu… z górki, ale nadal pod wiatr.

Do domu - z górki, ale nadal pod wiatr
Podobno biednemu wiatr  oczy, może coś w tym jest. Przez 8 godzin zdążył zmienić swój kierunek i znowu wiał mi w twarz. Ale rower miałem lżejszy o laptopa i śniadanie, więc jakieś 2-3 kg odpadło. Teraz już nie musiałem się ograniczać, więc na początek długa prosta i przekroczone 40 km/h, a potem też bez oszczędzania się. Brak kondycji dał nieco znać o sobie, ale nie było najgorzej. Trochę dłużej stałem na światłach, więc łączny czas nie wyszedł dużo lepszy, ale średnia 24,6 km/h z jazdy to chyba niezły rezultat. Po tym przejeździe, zwłaszcza że zrobiło się sporo cieplej w porównaniu do poranka, nadawałem się tylko pod prysznic.

Nie wiem, kiedy następny razem będę miał taką okazję, więc tym bardziej cieszę się z dzisiejszej przejażdżki. Podróże rowerem do pracy będą mogły pewnie wrócić dopiero, kiedy wózek przestanie być potrzebny…

Close Menu