fbpx
Gdy nic się nie dzieje…

Gdy nic się nie dzieje…

Rower nieczynny, nic się nie dzieje

Strasznie dawno nic nie napisałem. Ostatnio nie było specjalnie o czym pisać. Żadnych zawodów, rower nieczynny. Zdecydowanie zbyt długo nieczynny. Nie myślałem, że tak prozaiczna czynność jak wymiana łożysk może go unieruchomić na tak długo. Tylne koło zalega w serwisie już ponad tydzień, ale podobno łożyska już pukają do drzwi i “na dniach” wszystko będzie gotowe.

Zdecydowanie muszę odświeżyć moją wiedzę odnośnie tego, co się w świecie rowerowym dzieje, jakich komponentów używać, jakich nie tykać i jak samemu sprawić, że maszyna będzie śmigać, jak powinna. Niestety zatrzymałem się na czasach, kiedy butelka z benzyną i puszka smaru załatwiały większość problemów. Sławetne uniwersalne klucze w formie odpowiednio wyciętego kawałka blachy czasem trzeba było obsługiwać przez szmatę, bo inaczej potrafiły sprawić nieco bólu. Człowiek był dumny z siebie, że potrafił rozebrać na atomy piastę typu Torpedo, wyczyścić i złożyć z powrotem i nie zostawały mu części. Ba, wszystko działało. Luzy na osi wystarczyło skorygować ustawieniem konusów, a o wymianie łańcucha jakoś nikt nie myślał. No przynajmniej ja… Łożyska pękały, kulki znikały w magiczny sposób, ale wystarczyła wycieczka do sklepu i za grosze sprawa była załatwiona.

Odkąd zacząłem nakręcać nieco więcej kilometrów i katować rower nieco bardziej, niż składaka na osiedlu, ten sport stał się jakby nieco droższy. Droższe części, dużo do wyboru, stare klucze jakby nie pasują i wszystko jakoś się tak zużywa. Ale dość narzekania starego piernika, postęp technologiczny w końcu jest i w dodatku sportowcem zostałem, a nie jakimś tam rowerzystą.

Wracając do piasty. Budowa prosta, dwa łożyska i ośka. Nie zaglądałem tam od nowości, bo nie było potrzeby. Kupiłem koło, założyłem i grało. Ale przestało, bo łożyska zakończyły swój żywot. Niestety próba rozebrania tego na części była zdecydowanie nieudana, pytanie czy zła metoda, czy zbyt mały młotek. Ekspert z Wrocławia mój dyżurny oświecił mnie, że trzeba mieć ściągacz do łożysk. Nie posiadam i chyba prędko się nie dorobię. Zatem decyzja mogła być tylko jedna – serwis. Człowiek w serwisie stwierdził, że zrobią tylko pewnie łożyska będą musieli zamówić. No i zamawianie i wymiana trwa już ponad tydzień, ale może tak musi być. Nie wiem, nie znam się.

Tak więc rower stoi, z Królewną na wycieczkę w weekend nie można się wybrać, o treningu nawet nie wspomnę. Na szczęście Królewna ma teraz ulubioną huśtawkę na placu zabaw i najchętniej by z niej nie schodziła. A jak musi, to protestuje. Ale na wycieczki też będziemy jeździć.

A propos treningu, jednak udało mi się jeden zaliczyć. Dzięki uprzejmości Adriana, który użyczył mi roweru, mogłem wziąć udział w treningu mojej drużyny (pozdrowienia dla MyBike.pl) w Lasku Bielańskim. Wyszło, że ani kondycji, ani techniki w tym sezonie nie mam i mnóstwo roboty przede mną. Ale przynajmniej poznałem ciekawe ścieżki, gdzie można tę technikę ćwiczyć. I na pewno tam wrócę (oddajcie moje koło!!!)

Z braku roweru stwierdziłem, że może trochę pobiegam. Nawet przygotowałem sobie plan treningowy. Tyle, że po pierwszym joggingu dalsze treningi póki co się nie odbyły. Lenistwo i wymyślanie przeszkód jak zwykle. Na ten tydzień mam plan, żeby to wszystko jakoś ułożyć i zabrać się do roboty. Oby tylko pogoda dopisała.

Close Menu