fbpx
Bezczynność i zniechęcenie

Bezczynność i zniechęcenie

 

Dopadła mnie ospa. Tak, właśnie ospa – wietrzna. Od dziecka jakoś mi się udawało jej uniknąć, aż do zeszłego tygodnia. Siedzę więc w domu, wmawiam sobie, że nic mnie nie swędzi, grzecznie łykam lekarstwa, unikam przeciągów i wyglądam jak muchomor. Do tego mogę sobie jeszcze popatrzeć na wykres mojej kondycji na Runalyze (wpis o statystykach rodzi się w mojej głowie), który od jakiegoś czasu nieuchronnie dąży ku zeru.

wp-1465766024759.png

Mój rower jest nadal w stanie rozkładu, a serwis milczy. To chyba jedyny plus choroby, że trochę mniej mnie to wkurza. I tak jeszcze przez jakiś czas nie pojeżdżę.
Co robić, jak nic nie można zrobić? Siedzimy sobie z Królewną w domu (Królewna ma zapalenie oskrzeli), układamy puzzle, bawimy się lalkami, szykujemy śniadania, robimy inhalacje i wymyślamy inne rozrywki. Wczoraj na przykład odkryliśmy, że jeździk też może być niebezpieczny. Wystarczy usiąść ma nim w przeciwnym kierunku i trochę za mocno przechylić. Efekt – rozcięta warga Królewny, trochę krwi, więcej płaczu, jeszcze więcej strachu taty. Szybki okład na szczęście zmniejszył potencjalną opuchliznę, a reszta się szybko zagoi. Dobrze, że mamy dywan w pokoju.

Do wtorku raczej nic się nie zmieni, a we wtorek kontrole u lekarzy. Wtedy okaże się, co dalej z nami będzie.

Ten post ma jeden komentarz

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Close Menu