Żarty się skończyły – zostało 100 dni. Lekko nie będzie…

Ten dzień nadszedł zdecydowanie zbyt szybko. Nie spodziewałem się dzisiaj przeczytać wiadomości, że zostało tylko 100 dni. 

Lenistwo straszne!!

Ale po kolei. Obijam się ostatnio strasznie. Waga idzie w górę, ciastki i inne słodycze znikają, akcesoria sportowe leżą i czekają na lepsze czasy, a ja szukam motywacji. Nie żeby zaraz na rower, jakoś nie mogę się przemóc, ale żeby chociaż pobiegać. Ale zawsze da się znaleźć wymówkę, a to zimno, a to deszcz pada (lub śnieg), za ciemno, za późno, spać mi się chce, mam coś innego do zrobienia, mam lenia, jestem głodny, dajcie mi spokój. Można długo wyliczać.

Postanowiłem się zmotywować, nowy zegarek biegowy, nowe buty i wreszcie rejestracja na 12. Półmaraton Warszawski. Cel ambitny na ten półmaraton też wyznaczony – a jakże. Nawet plan treningowy jeden, drugi, trzeci, piąty. Początek jutro, pojutrze, za tydzień, od poniedziałku, od nowego miesiąca, jak przestanie padać. MASAKRA, WSTYD i HAŃBA!!!

I tak nastał dzisiejszy dzionek i nagle trach! Jak grom z jasnego nieba uderzyła mnie wiadomość, że to już. Ostatni dzwonek, symboliczny dzień.

Do roboty!!

100 dni do 12. PZU Półmaratonu Warszawskiego!! 26 marca 2017 r. chcę stanąć na starcie, przebiec w dobrym tempie i w pełni zmotywowany 21097 metrów i zrobić to w czasie krótszym niż 120 minut. Poprawić życiówkę, pokonać ten dystans po raz czwarty, a potem zająć się czymś innym!!

Co zrobić, jak żyć, samo się nie pobiegnie. Kondycji brak, chęci średnie, ambicja jest, chociaż ona…

krótko, ale treściwie

Pierwszy krok poczyniony, dzisiaj przebiegłem 2,85 km, w tym 3-minutowy sprawdzian na pełnej prędkości (pełnej starczyło może na 40 sekund). Tętno 190, oddech krótki, ale zatrzymać się nie musiałem, spokojnie dotruchtałem sobie do domu, nawet mleko po drodze kupiłem. Może będą jeszcze ze mnie ludzie… I teraz będzie biegane, choćby nie wiem co, bo czasu coraz mniej i wielkie odliczanie się zaczęło.

Doping i motywacja wszelka mile widziane. Trzymajcie kciuki 🙂

jeszcze bez zadyszki