fbpx

Coraz dalej, coraz szybciej…

Czas biegnie nieubłaganie, pory roku zmieniają się z dnia na dzień (aż nie nadążam o tym pisać). W poprzednią sobotę zima w pełni, a od poniedziałku wiosna, by dzisiaj znowu powitać ochłodzenie.

wp-1453673290402.jpg

Ten ostatni zimowy weekend upłynął mi pod znakiem biegania i to głównie z uwagi na moje lenistwo. W piątek wolałem grasować w kuchni (głównie pichcąc, żeby nie było), niż przebiec zaplanowaną 5-tkę. Ale od czego są modyfikacje planu treningowego. W pięknej zimowej scenerii przebiegłem sobie spokojnie 6 km przy sobocie, a w niedzielę już zgodnie z pierwotnym planem 8 km szybkościowo. Było już trochę cieplej, ale ciągle jeszcze zimowo. Nie jestem przyzwyczajony do biegania w ciągu dnia, więc na początku jest trochę dziwnie, ale słońce i śnieg wpływają bardzo pozytywnie i aż chce się biec. Średnia 5:52 / km to jak na mnie całkiem niezłe tempo, ale zdecydowanie muszę jeszcze popracować nad rozkładaniem sił. Szybkie biegi z reguły zaczynam zbyt ostro, a w połowie dystansu już brakuje sił i trzeba zwolnić.

Liczba 8 sponsorowała również moje bieganie we wtorek i piątek. Jak to w środku tygodnia – powrót do wieczornych aktywności, ale tym razem opór materii był jakby nieco mniejszy. Czyżbym się przyzwyczajał? Dość powiedzieć, że we wtorek wyszło tempo 5:48 /km, a w piątek nawet 5:43 /km. Ciekawe uczucie bieg sobie treningowo na 8 km i prawie pobić życiówkę na 5 km. Prawie, bo kilku sekund zabrakło, do tego wyścig z czasem musiał się zemścić spowolnieniem na kolejnych kilometrach, ale ostatecznie wyszło bardzo przyzwoicie.

Weekendowe plany niestety nieco pokrzyżował jakiś wirus, który dopadł 2/3 mojej rodzinki. Plan treningowy zakładał 16-kilometrowe wybieganie w niedzielę, ale rozsądek kazał zostać w domu. Pogoda zdradliwa, a po co potem dochodzić do siebie po kuracji. Mam tylko nadzieję, że wirus mnie ominie mimo wszystko i dłuższej przerwy nie będzie.

Close Menu