Rekordy i refleksje, czyli nocne bieganie

Dzisiaj zgodnie z planem przebiegnięte 12km. Miało być szybko i było, aczkolwiek gość, który mnie dogonił i zagadnął po drodze miał dużo lepsze tempo. No ale może kiedyś 🙂

image

Dzisiaj średnie tempo 5:42/km. Bardzo ładnie, zwłaszcza że zupełnie przypadkiem poprawiłem życiówkę na 10km. Według endomondo wyszło 56:10,  więc dumny jestem z siebie niezmiernie, zwłaszcza że tętno mieściło się jeszcze w granicach rozsądku. Niestety zaraz po euforii naszła mnie refleksja, że półmaraton powinienem pobiec jeszcze nieco szybciej, a to już może być trudne do zrealizowania. No ale został jeszcze miesiąc do startu, więc wiele jeszcze może się zdarzyć.
Zasadniczo nie lubię biegać przy muzyce, z reguły myślę sobie o różnych rzeczach i wsłuchuję się w samego siebie. Jednak dłuższe dystanse, jakie mi się ostatnio przytrafiają, powodują nudę i dlatego postanowiłem mimo wszystko coś wrzucić na uszy poza oczywiście o obowiązkową Janiną Magnetofon, która podaje mi tempo i tętno co kilometr. Wcześniej włączałem jakieś biegowe playlisty że Spotify, które miały mniej więcej równe tempo, ale średnio mi pasowały muzycznie. Dzisiaj dla odmiany przetestowałem Spotify Running. Ciekawa opcja, na podstawie akcelerometru określa kadencję biegu i dopasowuje do tego muzykę. Do tego stara się dopasować do tego, czego z reguły słucham. I robi się ciekawie. Dzisiaj miałem przekrój przez kilkadziesiąt lat muzyki, od Queen i Maanamu po Elektryczne Gitary (a nie, Elektryczne były pod wczorajszy jogging). Przez godzinę trochę kawałków było, a wśród nich 2 Unlimited – Nothing like the rain (tak tak, podstawówka się kłania), Dire Straits – Walk of life, czy Queen – Bicycle race. Nigdy nie myślałem, że będę przy tym biegał.

Teraz chwilę trzeba odpocząć i jeszcze spacer z pieskiem przed snem. Jak dobrze, że już piątek. Ale weekend będzie ciężki. Na niedzielę plan podpowiada 18 km…