fbpx
Na plaży w Radzyminie

Na plaży w Radzyminie

Minął kolejny tydzień i przyszła pora na kolejne zawody. Tym razem z Lotto Poland Bike Marathon wybrałem się do Radzymina. Blisko domu, tylko 17 km jazdy, tyle co codziennie do pracy, ale w przeciwnym kierunku. Wszystko zrobiłem inaczej niż ostatnio. Nic nie spakowałem poprzedniego dnia, nie opchałem się makaronem na kolację (tylko na obiad), na śniadanie jajecznica zamiast owsianki, zakupy po drodze, magnez (który i tak potem został w plecaku), izo popijane po drodze, dojazd na miejsce pół godziny przed startem, żele zdobyczne, czyli zebrane na bufetach w poprzednich tygodniach. Pełna prowizorka, nawet ciśnienia w oponach nie sprawdziłem. I co z tego wyszło?

Okazało się, że na miejscu nawet nie musiałem się specjalnie spieszyć, zdążyłem ze wszystkim, a i tak był jeszcze czas zamienić parę słów przed startem. W sektorach ciasno, słońce prażyło, jak w lipcu. Przez chwilę wahałem się, który dystans wybrać. Ale 26 km to za mało, czyli MINI odpada. No to jadę MAX, czyli 47 km. 2 litry wody na plecach, do tego bidon i perspektywa dwóch bufetów. Lepiej, żeby zostało niż miałoby braknąć.

Wreszcie start, początek asfaltowy, więc tempo ostre, aczkolwiek mam w głowie MAX, więc nieco wolniej. Trasa była tak pomyślana, żeby się nie zastanawiać zbyt długo nad dystansem, rozjazd MINI/MAX już na 6. km. Nie można zdecydować w zależności od zmęczenia i dotychczasowej trasy, bo odbicie na MAX było w zasadzie pierwszym zjazdem z asfaltu.

Co mogę powiedzieć o tej trasie? Hmmm. Momentami czułem się, jak w drodze na plażę gdzieś w Jastarni. Piasek, prawie wydmy, potem piasek, trochę piasku przemieszanego ze ściółką i jeszcze trochę piasku. To tego trochę ubitych dróg, szczypta asfaltu i malownicze widoczki w dorzeczu Bugu i w okolicach Zalewu Zegrzyńskiego. Sporo podjazdów, podobna ilość zjazdów, nieco singli. Nie wiem, jak to robią organizatorzy, że na każdym etapie znajdą jakąś większą górę. W Radzyminie też jedna była, chociaż podobno niektórym udało się pod nią podjechać. No cóż, różnica klas, mnie to nawet przez myśl nie przeszło, chociaż kilka podjazdów nawet mi się udało. Niestety kopny piasek często stawał na przeszkodzie i kazał schodzić z roweru. W tym temacie moja technika jest łagodnie mówiąc słaba.

Woda, która na początku trochę ciążyła na plecach, zdecydowanie się przydała. Wliczając bufety, przed metą zdążyłem wypić mniej więcej 2 litry. Kolejny raz w tym sezonie zaliczam szok termiczny. Legionowo z długim rękawem, Radzymin na plażowo, tylko drinków z palemką brakowało.

Cała zabawa zajęła mi 2:25:19. W porównaniu do zwycięzcy, to bardzo słabo (on potrzebował 1:40:20). Ostatecznie zająłem 235. miejsce w Open i 101. w kategorii. Sektor utrzymany, więc nie jest źle. Niestety tylne koło będzie wymagało centrowania plus nieco mocniejsze mycie roweru, bo zakurzony jest porządnie.

Do sukcesu drużyny nie udało mi się nic dołożyć, ale i tak MyBike.pl zajął 7. miejsce i w klasyfikacji generalnej zajmuje 4. Jest siła w drużynie.

Po Radzyminie na pewno robię przerwę w startach. Trzeba w końcu potrenować. Co prawda kusi mnie jeszcze trochę start w Nadarzynie, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. A kolejny? Jeszcze nie zdecydowałem. Sporo pracy przede mną.

Ten post ma jeden komentarz

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Close Menu